Dzień był wyjątkowo słoneczny, choć ten piękny klimat psuł paskudny wiatr. Wziąłem szybki prysznic, zjadłem lekkie śniadanie, później wizyta na siłowni. Po niej wróciłem do domu ogarnąć się i godzinę później siedziałem w kawiarni, czekając na dziewczynę.
- Sorki za spóźnienie, korki. - Powiedziała od razu siadając naprzeciwko i załapała za kartę.
- Nic się nie stało, ale przejdźmy do rzeczy...
- Tak, mam jechać z tobą na to wesele, tak? - Nie odrywała wzroku od menu.
- Tak, ale jest jeszcze coś... - Nie odrywałem do niej wzroku. - Przez osiem dni musisz udawać moją narzeczoną. - Dodałem, dopiero teraz na mnie spojrzała.
- Żartujesz sobie typie? - Zadrwiła.
- Jestem całkowicie poważny, podnoszę stawkę do 10 tysięcy. - Odpowiedziałem spokojnie.
- Chyba żartujesz! - Od razu wstała.
- Nie rozumiem co to za problem, pobędziemy trochę razem i tyle. - Wzruszyłem ramionami.
- Chcesz mnie zaciągnąć do łóżka!
- Nie obraź się, ale... - Zilustrowałem ją wzrokiem. - Nie. - Dokończyłem pewnie.
Ta jedynie trzepnęła mnie lekko w policzek i wyszła zirytowana a ja zniechęcony oparłem czoło o stół zamykając oczy.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz